22 stycznia 2010
Jest to na pewno cecha którą bardzo jest mi trudno w sobie wyćwiczyć. Niestety mam tak, że w pewien okres czasu potrafię nazbierać bardzo dużo rzeczy/czynności do wykonania. Naturalne wówczas jest odkładanie ich w czasie. To nakładanie się na siebie różnych spraw nie zawsze się bierze z czystego lenistwa. Często jest to zwykła losowość - np.: dodatkowe nieprzewidziane sprawozdanie, trudniejsze zadanie - coś co powoduje konieczność poświęcania temu więcej czasu niż się zamierzało. Ale pomimo wszystkiego jakieś wewnętrzne coś każe mi wracać do tych zadań z kolejki. Czasami nawet jak nie ma to już znaczenia. Po prostu chęć hobbystycznego przeanalizowania problemu.
I doskonale rozumiem, że przekraczając terminy jestem sam sobie winny pewnych konsekwencji. Ale jakoś uważam, że wytykanie braku systematyczności w momencie gdy ktoś wraca do czegoś co miesiąc i poświęcając temu po kilka godzin za nie fair. Tak, nie chodziłem - bo nie miałem pytań, potrafię korzystać z Internetu i literatury. Tak, można było się chwalić po każdym takim podejściu do tematu sukcesami czy porażkami - ale po co skoro nie jest to efekt końcowy i nie potrzebuje sugestii co dalej?
Po prostu wydaje mi się, że momencie kiedy nie ma się zbytnio co poruszyć merytorycznie to uderza się o zachowania społeczne, których interpretacje w prosty sposób można dopasować pod siebie. Wedle uznania: nie chodził - oszczędzał mój czas; nie chodził - olewał mój czas.
Tak wiem. Dziwne mam podejście do systematyczności.
